PIERWSZY ROK ŻYCIA

Pierwszy rok życia dziecka jest okresem wspaniałych i zdumiewających zmian w jego organizmie. Urodzone jako niesłyszące i niezdolne do zatrzymania wzroku na jednym punkcie, musi w ciągu dwunastu miesięcy nauczyć się patrzeć i Słuchać. Mięśnie noworodka są słabe, nie wyk­ształcone i nie podlegają świadomej kontroli. Stopryd, według ustalonej kolejności stają się one coraz fiocniejsze, i dziecko coraz sprawniej panuje nad nimi. tak więc przechodząc przez poszczególne fazy, mały człowieczek przysposabia się do przyjęcia postawy stojącej.Również w ciągu tego pierwszego roku życia dziecko uczy się podstaw rodzimego języka, tak obcego dla niego w chwili urodzenia, jak dla nas język Eskimosów lub Indian z plemienia Apaczów. 

NIE REAGOWANIE NA DŹWIĘKI

Dlaczego mały człowieczek zdaje się w pierwszych dniach swego życia nie reagować na dźwięki? Ucho środ­kowe noworodka wypełnione jest wodami płodowymi, chroniącymi je przed gwałtownymi dźwiękami, którymi świat może przywitać swego nowego obywatela. Płyn ten powoli wsączy się i dziecko stopniowo zacznie odbierać dźwięki otaczającego je świata. Płód w łonie matki nie musiał oddychać samodzielnie, potrzebny tlen pobierał bowiem z organizmu kobiety. Teraz musi oddychać samo, bez niczyjej pomocy. Ponie­waż jednak płuca noworodka w pierwszych dniach życia są jeszcze słabe i niezdolne do normalnego funkcjonowa­nia, natura wyposażyła go w ogromną ilość nośników tlenu – czerwonych ciałek krwi.

DZIWNY MALEŃKI CZŁOWIEK

Dziwny jest ten maleńki człowiek i zupełnie niepodobny do słodkich bobasów z reklam i pocztówek. W jego pomar­szczonym, zaróżowionym ciałku odbywają się tajemnicze, a często nawet zdumiewające, procesy. Jednym z nich jest powiększanie się piersi i to zarówno u chłopców, jak i u dziewczynek, oraz wydobywanie się z nich niewielkich ilości mleka, które na wsiach nazywano „mlekiem cza­rownicy”. To z pozoru dziwne i niewytłumaczone zjawisko jest spowodowane działaniem żeńskich hormonów płcio­wych ciężarnej kobiety na płód, który rozwija się w jej łonie. Do podobnych dziwów płci zaliczyć można też wydzielinę z pochwy u dziewczynek, gromadzenie się płynu w mosznie lub wzwód członka u chłopców.

KAŻDY DZIEŃ PRZYNOSI ZMIANĘ

Oto noworodek – nowo narodzona, maleńka istota. Wątłe ciałko, pomarszczona twarzyczka, ściśnięte powieki i piąstki, nóżki podkurczone jakby ciągle jeszcze było mu ciasno i niewygodnie. Mały, bezradny, niedołężny, a już gotowy do boju, który musi stoczyć, by utrzymać się przy życiu. Przez dziewięć miesięcy życia płodowego było mu ciepło, cicho, bezpiecznie, a matka oddychała i jadła za niego. Teraz wypchnięto go w świat obcy, pełen przykrych doznań. By utrzymać się w tym świecie, musi polegać na razie tylko na swych niewielkich umiejętnościach, z któ­rymi przychodzi na świat. Te umiejętności to między innymi krzyk, którym wzywa pomocy i alarmuje, gdy czuje głód lub ból, oraz zdolność ssania, a więc zaspokajania głodu.

PRZEZ UCZUCIA A NIE SŁOWA

Dziecko zaczyna porozumiewać się ze mną w ten sam sposób, w jaki ja zaczynam porozumiewać się z nim, to znaczy bar­dziej przez uczucia niż przez słowa i gesty. Niemowlę ma zdumiewającą zdolność do pochłaniania wrażeń podczas najprostszych fizycznych kontaktów. Matka, która potrafi kąpać, przewijać, karmić, może nie spełniać żądań dziecka, liczy się bowiem nie tylko to, co ona robi, lecz i jak robi. Jej niepokój, chłód, lęk, niechęć, rozdrażnienie są tak samo bezbłędnie odczytywane, jak czułość, tkliwość, delikatność Powoli nasza córka zaczęła „czytać” również i zewntrzne sygnały nadawane przez matkę i ojca. I oto wiedziała już, że kręcenie głową znaczy „nie”, a kiwanie „tak”, że wkładanie do wózka znaczy spacer, że mydlenie ciała poprzedza zanurzenie w ciepłej wodzie, że mój radosny głos to zapowiedź zabawy, a cichy i spokojny to wycisza­nie przed snem. Powiększa się liczba pierwszych prymi­tywnych sposobów porozumiewania się i wzbogacają się one nieustannie. Coraz więcej wzajemnych gestów, słów, spojrzeń.

.

PIERWSZA LEKCJA

To była dla mnie pierwsza lekcja. Teraz miałam już utwierdzać się w przekonaniu, że im bardziej słucham swego dziecka, tym bardziej ono mnie słyszy. Nazwałam to „słuchaniem trzecim uchem” – uchem uczuć i spostrzegawczości. Jakże wymowne to świadectwo z okresu nawiązywania się pierwszych nici porozumienia. Dziś dodam do niego jedno zastrzeżenie: możliwość odczytywania tego, czego pragnie i potrzebuje dziecko, jest uzależniona nie tylko od uczuć i spostrzegawczości. Dostrojenie się do własnego dziecka, wyjście naprzeciw jego potrzebom może dokonać się tylko wtedy, gdy pamięta się o tym, że to małe dziecko, chociaż przez nas powołane do życia, jest istotą o własnej, odrębnej indywidualności, o własnych cechach przynie­sionych ze sobą na świat. 

BYĆ DOBRĄ MATKĄ

Pierwsza myśl, która mi się nasunęła, to potrzeba zmiany pieluszki. Ucichło, gdy poczuło moje ręce, zdawało się wsłuchiwać w każdy szmer i wczuwać w każdy dotyk. Spokojne już zaniosłam do łóżeczka, lecz nie zdążyłam jeszcze dojść do swego tap­czanu, gdy słodkie maleństwo ryknęło. Nie czas było zastanawiać się, skąd tyle sił bierze się w maleńkim gardziołku, i w płucach. Zawróciłam, wzięłam na ręce, bez­radnie przytuliłam i szepnęłam: „Co ci jest, czy się czegoś boisz, czy czujesz się samotna? Daj mi znak, pomóż mi być dobrą matką”. I wtedy moja córka ucichła nagle. Znalazła widać w moich ramionach to, czego pragnęła, co jej było potrzebne. Usnęła. 

PIERWSZE SYGNAŁY NADAWANE PRZEZ DZIECKO

Pierwsze sygnały nadawane przez dziecko dla żadnej matki nie mają jednoznacznej treści. Musi minąć pewien czas, zanim zacznie ona odróżniać tonację krzyku, reago­wać na groźne pomruki, wiedzieć, kiedy taki pomruk grozi lawiną wrzasku, a kiedy poprzedza zaśnięcie, kiedy niepo­kój jest oznaką niewygody, a kiedy potrźebą ciepła i ukoje­nia w zaciszu matczynych ramion. Są matki, dla których rozszyfrowanie tajemnej mowy dziecka odbywa się na zasadzie spontanicznej eksplozji instynktu macierzyń­skiego. Są i takie, które bardzo powoli muszą uczyć się „odczytywać” swoje dziecko. Są też, niestety, i takie matki, dla których „mowa” ich maleńkiego dziecka pozo­stanie nie do rozszyfrowania. 

WZAJEMNE POROZUMIENIE

Dlaczego tak się dzieje, że z jednym dzieckiem porozu­miewamy się łatwo, z drugim natomiast mamy utrudniony kontakt? Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do pier­wszych wspólnych chwil, w których nawiązują się pier­wsze nici porozumienia. Bo nie wystarczy kochać, aby dziecko stało się nam bliskie, a my z kolei bliscy naszemu dziecku. Nie wystarczy mądrze i konsekwentnie je wychowywać. Dla pełnego i dającego satysfakcję porozu­mienia musimy wzajemnie nauczyć się „czytać” samych siebie. Wzajemne porozumienie między matką, ojcem i dzieckiem rodzi się na długo przed opanowaniem przez dziecko mowy, tego oczywistego i nie budzącego wątpliwości środka, koniecznego w kontaktach międzyludzkich.

TAK SIĘ RODZI POROZUMIENIE

…Ja i mój pierworodny syn rozumieliśmy się bez słów od pierwszych chwil jego pobytu na świecie – pisze mi w liście moja przyjaciółka. – Nfgdy później (a Jurek ma już dwadzieścia lat) nie zdarzyła się nam sytuacja, w której nie moglibyśmy znaleźć wspólnego języka. Z Jagodą jest zupełnie inaczej. Mogę mówić do niej, używając wszyst­kich możliwych chwytów, i nie jestem w stanie dotrzeć do tego, co myśli. Jak byśmy mówiły nie tym samym językiem”. Gdy w domu jest jedno dziecko, zamknięte w sobie i nie kontaktowe, mówimy po prostu, że rośnie człowiek skryty, oszczędny w słowach, niewylewny.